Wszystkich miłośników sztuki filmowej zapraszamy na projekcję połączoną z żywą dyskusją po seansie. Już jutro pokażemy Wam kultowy film nakręcony w 1994 roku. Historia zaczyna się tak, że dzwoni telefon. Potem jest dzień, który miał wyglądać zupełnie inaczej. Ale czy wolno odmówić szefowi? Komedia złożona z krótkich zabawnych etiud z dużą dawką błyskotliwych dialogów. Film ten odczarowuje sens powiedzenia "klient - nasz pan". Zdecydowane kto inny tu rządzi. I tylko pozornie nikomu nie przeszkadza kot przechadzający się po ladzie sklepowej czy mecz hokejowy rozegrany w godzinach pracy. Co jeszcze nas zaskoczy? Przyjdźcie na nasz seans i dajcie się wprowadzić w dobry nastrój! Zapraszamy do Sopoteki 30.08 (środa) na godz. 17:30.
wtorek, 29 sierpnia 2017
sobota, 26 sierpnia 2017
RELACJA Z WARSZTATÓW DLA POCZĄTKUJĄCYCH PISARZY
Za nami kolejne warsztaty dla adeptów trudnej sztuki tworzenia literatury. Wydarzenie wymyślone i prowadzone przez Annę Sowińską, która po godzinach pracy w Sopotece cyzeluje swoje powieści, cieszy się niesłabnącą popularnością. Uczestnicy nie zawiedli i tym razem. Nie dość, że stawili się tłumnie, to jeszcze wykazali się ogromnym zaangażowaniem, co miało swój wyraz w dyskusji trwającej na długo po zakończeniu oficjalnej części spotkania. Pytania padające z audytorium zdradzały, że warsztaty przyciągają ludzi, którzy wiedzą, czego chcą, a teraz tylko szukają sposobów, by to osiągnąć, stąd też pytania o konstrukcję zapadającego w pamięć bohatera czy wybór najodpowiedniejszej dla tematu narracji.
Sierpniowe spotkanie poświęcone było jednak przede wszystkim relacji pisarz-wydawnictwo. Prowadząca opowiedziała uczestnikom jak powinien wyglądać wzorcowy konspekt powieści tworzony na potrzeby domu wydawniczego zainteresowanego publikacją, zdradziła też na co powinno się zwracać uwagę przy wyborze wydawcy. Jesteśmy więcej niż pewni, że wyposażeni w tę wiedzę początkujący pisarze nie napotkają żadnych trudności ani w trakcie pisania, ani też przy wydawaniu efektów swojej pracy.
Następne spotkanie z Anną Sowińską już 22.09 o godz. 18:00. Do zobaczenia!
środa, 23 sierpnia 2017
WARSZTATY DLA POCZĄTKUJĄCYCH PISARZY
Tych, którzy piszą do szuflady i tych, którzy dopiero myślą o tym, by zadebiutować jako twórcy, serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w warsztatach dla początkujących pisarzy. Z nami przekonasz się, że pisanie to nie zajęcie dla wybranych, a znakomity sposób na wyrażenie siebie. Przyjdź do Sopoteki 25 sierpnia i odkryj w sobie talent!
wtorek, 22 sierpnia 2017
PERFORMATYWNE CZYTANIE "WŁADCY MUCH"
22 sierpnia po raz kolejny spotkaliśmy się w Sopotece na Performatywnym Czytaniu Zakazanych Książek. Za sprawą talentu Tomasza Olczaka i Michała Wiktora w kilka chwil przenieśliśmy się z bibliotecznej sali kinowej na piaszczystą plażę bezludnej wyspy, gdzie niedawno rozbił się samolot - miejsce akcji Władcy much Williama Goldinga. Lektorzy dali z siebie wszystko i w niezwykle sugestywny sposób opowiedzieli nam dramatyczną historię grupy chłopców i zła drzemiącego w każdym człowieku. Poruszająca opowieść o utraconej niewinności przekazana słuchaczom w tak poruszający sposób na pewno długo jeszcze będzie niepokoić tych, którzy dziś jej wysłuchali.
Po więcej emocji i wzruszeń zapraszamy Was już 11 września, kiedy to będziemy czytać słynną powieść Nelle Harper Lee pt. Zabić drozda. Spotykamy się jak zawsze o 18:00. Do zobaczenia!
środa, 16 sierpnia 2017
PERFORMATYWNE CZYTANIE ZAKAZANYCH KSIAŻEK
Wszystkich, którzy tęsknią za głośnym czytaniem serdecznie zapraszamy
na kolejne spotkanie z Tomaszem Olczakiem i Michałem Wiktorem.
Tym razem nasi znakomici lektorzy przybliżą Wam losy grupki chłopców,
którzy po katastrofie lotniczej muszą sami sobie poradzić na bezludnej wyspie.
Wszystkich, którzy poczuli się zainteresowani, gorąco zachęcamy do przyjścia
na Czytanie Performatywne do naszej Sopoteki już 22 sierpnia o godz. 18:00.
Nie spóźnijcie się!
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
RECENZJA "SAMOTNOŚCI PORTUGALCZYKA" IZY KLEMENTOWSKIEJ
Portugalia to nie tylko
fado, wąskie uliczki i szproty przyrządzane na sto jeden sposobów.
Żeby to jednak zobaczyć, trzeba zdobyć się na duży wysiłek
wyobrażenia sobie Lizbony bez wszechobecnych turystów, którzy
nasycają to piękne miasto atmosferą pośpiechu i rozgorączkowania.
Bo prawdziwa Portugalia jest czymś zupełnie innym: to spokój
graniczący ze stagnacją, zgoda na to, co jest, umiłowanie
odwiecznych rytuałów codzienności, ale także wieczna tęsknota
(za dawną świetnością, za dawnymi czasami, za wszystkim i nie
wiadomo za czym). I samotność. To właśnie ją uznała za wspólny
wszystkim Portugalczykom mianownik Iza Klementowska, która poprzez
rozmowy z ludźmi z zupełnie różnych światów, starała się
dociec przyczyny ich wspólnego smutku. Wynikiem tych dysput
poruszający reportaż wydany przez wydawnictwo Czarne – przewodnik
po śródziemnomorskiej melancholii.
Jeden z bohaterów
książki zastanawia się czy jego ojczyzna odwraca się plecami do
Europy czy wręcz przeciwnie: stoi zwrócona twarzą do swoich
sąsiadów? Czy jest wejściem czy już ujściem ze starego
kontynentu to miejsce, gdzie wszystko co prawda wystarczająco stare
i obarczone historią, ale nie tak zadbane i fotogeniczne jak we
Francji czy Hiszpanii? A sami Portugalczycy, jacy są? Gościnni,
ciekawi świata i innych kultur, skorzy do pogawędek z nieznajomymi?
A może zamknięci w sobie, zarażeni wirusem ksenofobii, nieufni
wobec przybyszów z zewnątrz? Szukając odpowiedzi, Klementowska
zagląda na prowincję i wędruje uliczkami stolicy. Przygląda się
kolejnym wariantom wszechobecnego wizerunku koguta z Barcelos,
pomnikom, temu, co jedzą miejscowi. Wstępuje na cmentarze i parki,
wchodzi do kawiarni i biednych hotelików, które nie są w stanie na
siebie zarobić. Odwiedza miejsca mniej lub bardziej znane, ale to
nie zabytki czy widoki ją do nich przyciągają. Szuka ludzi i ich
historii, bo to właśnie w nich – jak pestka w owocu – tkwi
istota tego co to znaczy być Portugalczykiem. Po rozmowach z takimi
osobami jak staruszka handlująca plastikowymi Maryjkami na targu
złodziei, doną Augustą i jej torturowanym za czasów Salazara
mężem czy pisarzem Gonçalo
M. Tavaresem, okazuje się, że prawdziwy Portugalczyk żyje w
rozkroku między tym, co było, a tym, co jest. Że w tym kraju
wszyscy oddychają historią, nie sposób więc się od niej uwolnić.
To, co było dawniej – jak kolonializm czy lata dyktatury – wciąż
pozostaje aktualne, bo stare decyzje żyją wciąż w dzisiejszych
konsekwencjach, a lat tradycji nie da się tak łatwo puścić w
niepamięć, o czym świadczy chociażby głośny proces trzech Marii
– pisarek, które odważyły się pisać o kobiecej seksualności,
co w Portugalii lat 70. okazało się być więcej niż tematem tabu.
Z opowieści o
zapomnianych bohaterach przez wielkie i małe „b”, ludzi
oszukanych przez system lub dręczonych przez PIDE (Policia Internacional e de Defesa do Estado czyli Policja Międzynarodowa i Ochrony Państwa szerząca terror w czasach dyktatury Salazara) czy też tych, których kryzys ekonomiczny
dotknął wyjątkowo mocno, wyłania się wizerunek kraju targanymi sprzecznościami; obraz naznaczony wielką
melancholią i jeszcze większym smutkiem, a przecież wciąż
urokliwy i tchnący dziwnym spokojem. I choć dotyczy on mieszkańców
miejsc znacznie cieplejszych niż Polska, to przecież trudno nie
zauważyć punktów wspólnych, jakie niespodziewanie znajdują się
między nami a sąsiadami z Portugalii. To samo naznaczenie historią,
szacunek dla tradycyjnych wartości, niepewność wobec tego, co
przyniesie jutro, brak zainteresowania polityką w społeczeństwie,
niechęć w stosunku do imigrantów... Wymieniać można by długo.
Każdy z tych powodów jest zarazem argumentem za tym, żeby sięgnąć
po reportaż Izy Klementowskiej, ale stwierdzenie, że to tylko dla
niech warto się z tą książką zapoznać, byłoby dla niej
ogromnie niesprawiedliwe.
Dwadzieścia trzy teksty
składające się na Samotność Portugalczyka przypominają
płytki azulejos, którymi dawniej Portugalczycy ozdabiali
swoje domy. Każda z tych opowieści jest inna, ale każda dotyka
jakiejś istotnej prawdy o ojczyźnie Jose Saramago. Każda jest zamkniętą całością i dlatego złożone
razem tworzą wzór dający się zinterpretować jako historia
wszystkich i każdego z osobna. Bardzo piękna, ale też niezwykle
smutna, zostanie Wam w głowie i sercu na długo po przeczytaniu
ostatniego zdania.
„ – Jedz. –
szturcha mnie ręką. – Jedzenie pochodzi od Niego. – Wskazuje w
niebo. – Trzeba jeść, bo gdy nie ma już nic, to pożywienie jest
tym, na czym trzeba się skupić.
– Jak to nie ma już
nic? Mówisz to w Fatimie, kilka metrów od sanktuarium?
– Cuda się skończyły.
I tu każdy zastanawia się dlaczego. No bo jak można dokonać tak
wielkiego cudu, a potem zamilknąć na lata i zostawić ludzi samych
sobie?”
poniedziałek, 7 sierpnia 2017
RECENZJA "PANI STEFY" MAGDALENY KICIŃSKIEJ
Janusza Korczaka nikomu
przedstawiać nie trzeba. Jego nazwisko uruchamia ciąg skojarzeń
takich jak: Król Maciuś Pierwszy, bohaterska postawa w
obliczu śmierci, na spotkanie z którą poszedł wraz ze swoimi
wychowankami, słynny Dom Sierot w Warszawie... Właśnie, Dom
Sierot. Korczak był jego założycielem i dyrektorem i nie będzie
krzty przesady w stwierdzeniu, że oddał temu miejscu i jego małym
mieszkańcom całe życie. Ale przecież nie on jeden – co nie raz
podkreślał. W prowadzeniu placówki pomagał mu szereg oddanych pracowników. Wśród
nich prawdziwa szara eminencja zakładu, Stefania Wilczyńska. To jej
poświęciła swój literacki debiut Magdalena Kicińska, która w swojej Pani Stefie stara się przybliżyć nam tę niemal zapomnianą
postać: prawą rękę i wspólniczkę słynnego Doktora, bez której
na pewno nie udałoby się mu osiągnąć tego, co osiągnął. Bo tak
jak Korczak, Stefa swoim wychowankom oddała wszystko, co miała.
Stefania Wilczyńska była
Żydówką. Pochodziła ze stosunkowo zamożnej zasymilowanej
rodziny, co otworzyło przed nią perspektywy, z jakich – o czym
świadczą chociażby podjęte przez nią studia w Belgii –
skwapliwie skorzystała. Nie wiadomo dlaczego w pewnym momencie je
przerwała i wróciła do Polski, ani co się z nią działo do dnia,
kiedy postanowiła – znów nie wiedzieć dlaczego – że zatrudni
się w żydowskim sierocińcu, wśród zabiedzonych dzieci
wyciągniętych z brudnych piwnic. W Domu Sierot zaczęła pracować w
wieku dwudziestu trzech lat i właściwie nigdy swojej pracy nie
przerwała. „Korczak był jak matka, ojcem była Stefa”, powie o
niej po latach jeden z dawnych wychowanków ośrodka z ulicy
Krochmalnej 92.
Ojcem była dla swoich
przybranych dzieci surowym, nie zawsze sprawiedliwym. Ze wspomnień
jej podopiecznych wyłania się portret kobiety dość oschłej,
niechętnie okazującej uczucia, która w dodatku nie zawsze była
wzorem cierpliwości. A jednocześnie ta sama twarda strażniczka
porządku nie wykreśliła nieprzychylnych opinii dzieci na swój
temat, kiedy opracowywała ich wspomnienia do gazetki Domu Sierot.
Służyła radą i pomocą, potrafiła dostrzec dobro nawet w
największym łobuzie, a jej spracowane ręce noc w noc odgarniały
loki z czół malców śpiących pod jej czujnym okiem. Kiedy
dyrektor Korczak pisał książki, snuł teorie, wyjeżdżał na
front (był weteranem wojny rosyjsko-japońskiej i I wojny światowej;
na ostatniej wojnie już nie walczył, choć nawet uszył sobie w tym
celu nowy mundur – nie przyjęto go do wojska ze względu na wiek)
lub bawił się z dziećmi w pociąg czy zabierał je na spacery,
Stefa po prostu była. Zawsze i wszędzie, w dzień i w nocy.
Załatwiała, organizowała, porządkowała. Dbała o to, by każdy
dzień przebiegał tak, jak zawsze – czyli tak, jak powinien. A
przecież lata jej pracy w Domu Sierot przypadły na wyjątkowo
niespokojne czasy: okres wojennej zawieruchy, wielkiego kryzysu lat
30. czy wreszcie getta. Ocalały z piekła Holocaustu Israel Gutman
wspomina, że nawet kiedy placówkę przeniesiono z Krochmalnej do
budynku na Chłodnej, która to ulica wchodziła już w obszar getta,
a później znów – na Sienną, „w pokojach [wciąż było]
czysto, w Domu gwar jak dawniej. Stałość [...] przeniosła się
razem z Domem i tu.” Nie powinno to dziwić – przecież Stefa
była wciąż obok.
Nigdy nie założyła
własnej rodziny. Nie wiadomo nic na temat ewentualnych kandydatów
na jej męża, podobnie jak niejasne pozostają relacje, jakie
łączyły ją z samym Korczakiem (niespełniona miłość?
Koleżeństwo zamiast niej? A może po prostu dwie samotności, które
się spotkały?). Wychowankowie wyrzucali jej po latach, że nie
wszystkich traktowała tak samo, że miała swoich ulubieńców.
Wśród nich były bez wątpienia dwie jej przyszywane córeczki –
przedwcześnie zmarła Esterka i dawna bursistka Fejga, która
przeprowadziła się do Palestyny, gdzie próbowała ściągnąć na
stałe także i zmęczoną wymagającą pracą wychowawczyni Stefę. Ta, co
prawda, odwiedziła swoją podopieczną kilkakrotnie, ale
ostatecznie, w 1939 roku, wróciła tam, gdzie były jej dzieci. Nie
chciała ich zostawić. I nie zostawiła. Na początku sierpnia 1942
roku mieszkańców Domu Sierot deportowano. Dzieci wraz z opiekunami
przeszły przez getto na Umschlagplatz, skąd pociąg śmierci zawiózł
je do Treblinki. Stefania Wilczyńska miała iść na samym końcu,
zamykając pochód.
W opowieści kobiecie,
która żydowskim sierotom oddała całe życie, więcej jest
niewiadomych niż faktów. Z okruchów uzyskanych ze wspomnień
dawnych wychowanków, dokumentów, kronik getta i prywatnych
dzienników, Magdalena Kicińska tworzy niezwykły portret równie
niezwykłej osoby, tak niesłusznie zepchniętej w niepamięć.
Odtworzenie życiorysu Stefanii Wilczyńskiej wymagało od autorki
reportażu nie tylko wytężonej pracy przy zbieraniu szczątkowych
materiałów, ale też ogromnej wrażliwości, którą widać w
każdym zdaniu tej tak pięknej i tak potrzebnej książki.
Nie
licząc kilku fotografii i dokumentów, po przybranej matce setek
sierot pozostał tylko jeden materialny ślad – srebrne lusterko,
które podarowała kiedyś ukochanej Fejdze. Teraz, za sprawą
reportażu Magdaleny Kicińskiej, to się na szczęście zmieniło.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Polscy filmowcy kochają Sopot, o czym dobitnie świadczy ilość produkcji, do których zdjęcia realizowane były właśnie w tym pięknym nadmorsk...
-
W czwartek, 22 czerwca mieliśmy okazję wysłuchać bardzo ciekawego wykładu "Dzieci wojny" w czasie radzieckiej ewakuacji . Spotkan...
-
Ostatnie w tym roku Warsztaty dla Początkujących Pisarzy były jeszcze bardziej wyjątkowe niż zwykle. Wszystko za sprawą gościa specjalnego ...




